— Nie wiem, kto miał czekać...
— Pan czy pani? Odpowiadaj!
Basia zrobiła obrażoną minę, uważając to niemądre pytanie za napaść na prostej drodze.
— Nie odpowiadasz? Oczywiście... To najwygodniej! Udaje dziecko, a sprytna jak stara baba. Zostańże tutaj sobie i czekaj. Za stary jestem na niańkę.
Wyrwał rękę z jej rączki i uczynił dwa kroki. Basia pobiegła za nim i chwyciła go obiema dłońmi za poły płaszcza.
Pasja, ta, którą nauka przypisuje nie wiadomo czemu szewcom, nazywając ją „szewską pasją”, usiłowała zatrząść nim gwałtownie. Obejrzał się i ujrzał niebieskie oczęta, pełne ogromnego zdumnienia i żałosnego wyrzutu. Ach, cóż za przewrotna istota, jakie chytre dziewczynisko! Przytuliła twarzyczkę do jego szorstkiej ręki, a on nie znosi żadnych tkliwości i głupich przymilań. Jest zły, wściekły, rozżarty47 i, gdyby nie było na świecie piwa, piłby ludzką krew. Dlatego krzyknął groźnie:
— Jeśli się rozpłaczesz, to cię zmiażdżę!
Potem, zgrzytnąwszy zębami, objął ją ramieniem i niósł, bo do wyjścia było daleko. Lewą ręką dźwigał walizkę. Tak okropnie był rozgniewany, że nawet nie zauważył, jak przytulił swoją krokodylą gębę do jej zziębniętej twarzyczki.
— Drapiesz! — rzekła Basia.
— W twojej intencji48 nie będę się przecież golił, ty... Ty... Jak ci na imię?