— Kamień spadł mi z serca — mówił, patrząc na śpiące dziecko.
— Gdybyśmy byli nie odnaleźli tego pana, trzeba by było odwieźć małą do miasta, w którym wsadzono ją do pociągu, albo prosić o pomoc policję. A wiesz, co uczyniłbym najchętniej?
— Jako człowiek o wybitnej inteligencji nie odgadnę nigdy, o czym może myśleć istota na niższym stopniu rozwoju.
Stary aktor z ponurą twarzą puścił mimo uszu wesołą uwagę przyjaciela. Mówił w zamyśleniu, patrząc w okno:
— Najchętniej porwałbym tę dziewczynkę... Sam jestem na tym bożym świecie... Nigdy mi się nie wiodło... Nędzarz, łapserdak74, Łazarz75 i Hiob76 w jednej osobie... Zawsze w jakiejś ciemnej norze, zgryziony77, skwaśniały i zły... Ja już samą gębą straszę ludzi. To nie twarz, to gniew żywiołów... Czy uśmiechnął się ktoś kiedyś do mnie? Nie pamiętam. Może to dziecko, może ta dziewczynka uśmiechnęłaby się... O, gdybym był bogaty, gdybym mógł ją odziać i nakarmić... Basia... Basia... ma na imię Basia. Czy ty wiesz, że to niewinne stworzenie, to jedyne dziecko tuliło się do mnie? A ja odwracałem twarz, żeby jej nie przerazić... Biedactwo drogie! Promyczek, złoty promyczek... O, gdybym ją mógł zatrzymać! Kamienie tłukłbym na drodze, pracowałbym jak czarny wół... Gdyby... Ale nie ma o czym mówić. Nie śmiej się ze mnie, chociaż to wszystko razem jest bardzo śmieszne...
– Ja wcale się nie śmieję! — szepnął młody aktor, patrząc na nieoczekiwane wzruszenie dobrego człowieka, który udawał krokodyla. — Ja się nie śmieję... To naprawdę rozkoszne dziecko i niech je Bóg zachowa.
Milczeli przez długą chwilę, potem stary aktor, ciężko westchnąwszy, rzekł:
— Trzeba ją będzie zaprowadzić do pana Olszowskiego...
— Jeszcze dzisiaj?
— Tak, dzisiaj. Nie ma jeszcze ósmej. Trzeba koniecznie, bo gdzie ją przytulimy?... Na tym barłogu78? Czym ją nakarmimy? Śledziem?