„Może ja wszedłem do cudzego mieszkania?” — pomyślał pan Olszowski, ratując tym nieprawdopodobnym przypuszczeniem swój zdrowy rozum od nagłej zagłady.
Rozejrzał się i pojął wyraźnie, że znajduje się we własnym domu. W straszliwym poruszeniu wszystkich władz umysłowych zaczął sobie przypominać gwałtownie, czy wśród dalszej i bliższej rodziny nie ma przypadkiem takiej dziewczynki, którą ktoś bez uprzedzenia przysłał do niego z niepotrzebną wizytą. Policzył szybko wszystkie figury w galerii krewnych i nie mógł sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek słyszał o tej istocie. Z bliższej rodziny posiada jedynie ciotkę. Wszystko przemawia przeciwko temu, aby ta różowa drobina była jego ciotką. Ciotka ma metr osiemdziesiąt siedem wzrostu i malutkie wąsiki, tak że przy nieznacznej zmianie charakteryzacji mogłaby być napoleońskim grenadierem. Kimże zatem, do stu tysięcy książek, jest ta bezczelna dama, zajmująca jego łóżko?
Ogarnęła go taka piekielna furia85, że chciał potrząsnąć śpiącym maleństwem i krzyknąć:
— Proszę natychmiast opuścić moje mieszkanie!
Ostatek wzburzonego rozsądku powstrzymywał go jednakże przed tym gwałtownym czynem. Rozum wytłumaczył mu szybko i dobitnie, że — jak to stwierdzają najwięksi uczeni — młode osoby, szczególnie zaś płci żeńskiej, nagle zbudzone, podnoszą niezrozumiały wrzask i czynią okropny harmider86, najczęściej oblany łzami. Mała dziewczynka, jeśli jest odpowiednio uzdolniona w tej mierze, potrafi narobić takiego krzyku, że cały dom stanie na nogi. Wobec tego pan Olszowski myślał, że sam rozpłacze się z rozpaczy.
„To ten opryszek Michaś winien jest wszystkiemu!” — pomyślał gwałtownie i pobiegł budzić chłopaka.
Ponieważ żadne słodkie namowy, żadne rozsądne perswazje87, żadne zaklęcia i groźby nie zdołały zdrowo śpiącego Michasia doprowadzić do przytomności, zirytowany pan Olszowski chwycił dzbanek z wodą i obfitą strugą skropił niewinną głowę młodziana. Chłopakowi musiał przyśnić się potop, bo krzyknął potężnym głosem i chcąc ujść mokrej zagładzie, zerwał się z posłania. Rozespana dusza nie chciała jednak w żaden sposób wejść z powrotem w jego ciało, chociaż było którędy, bowiem rozwarte usta serdecznie rozziewanego Michasia tworzyły szerokie wrota. Pan Olszowski stracił wiele czasu, zanim ospałego ducha wegnał w słaniające się ciało, które, otarłszy oczy, objawiło przeraźliwe zdumienie.
— Czy się pali? — krzyknął obudzony chłopak.
— Chodź ze mną — mówił gorączkowym szeptem pan Olszowski, idąc do sypialni.
Tragicznym ruchem wyciągnął rękę w stronę swego łóżka i spytał groźnie: