Znakomity autor wypchnął za drzwi Walentową i rzekł cicho:
— Dobrze, Basieńko. Zmówmy pacierz...
— To uklęknij!
Ukląkł przy jej posłaniu, a ona przy nim. Pan Bóg wychylił się z nieba i nasłuchiwał, uśmiechnięty, jak dziecko gada do niego niezdarnie poplątane słowa — jakąś swoją własną modlitwę, bez ładu i składu108, jakby ptak świergotał.
— Już koniec! — oznajmiła z triumfem Basia. — Możesz wstać.
Ale pan Olszowski jeszcze klęczał i coś szeptał. Od wielu, wielu lat ani nie klęczał, ani nie szeptał, więc pewnie dlatego podniósł się z niejakim trudem.
Również z trudem czynił poszukiwania. Jakoś mu się odechciało... Nie miał zresztą czasu, gdyż obiecał solennie109, złożywszy przed Basią siedemdziesiąt siedem przysiąg, że napisze dla niej prześliczną książeczkę, ale taką „aby była śmieszna, że aż strach!”. Ponieważ nigdy nie pisał takich książeczek, więc szło mu niesporo. Jednak każdego poranka odczytywał jej głośno to, co napisał wieczorem.
Zdawało się, że kilkuset widzów w teatrze nie umiało się tak głośno cieszyć, jak to potrafiła panna Barbara. Skakała i biła brawa, piszcząc z nieludzkiej radości. Rzucała się na szyję poecie, całując go z całej duszy, a on czerwienił się i tak był uradowany, jakby go uwieńczono wieńcem laurowym110. Ta wspaniała ceremonia kończyła się niezmiennie każdego ranka wpadaniem sobie w objęcia i tańcem dokoła pokoju.
Cała kamienica wiedziała, że pan Olszowski przepada za Basią, a Basia żyć nie może bez pana Olszowskiego.
Cudownie czarujący był cały ten miesiąc, tyle już bowiem minęło od owego pamiętnego wieczoru, kiedy Basia odbyła wjazd triumfalny do mieszkania autora. Pan Olszowski myślał ze wstydem o tym, że chciał się pozbyć tego dziecka. Dawno zaprzestał wszelkich poszukiwań i już sobie ułożył, że zamieszka razem z wąsatą ciotką, aby oddać Basię w kobiece ręce — w słusznej obawie, że sam rozpuści ją jak dziadowski bicz111. Z niezmiernym trudem udało mu się jeszcze jako tako ocalić resztki swej powagi i wpadał w pasję, kiedy widział uśmiechy tego draba Michałka; ów baszybuzuk112 śmiał się najwyraźniej w kułak113, słuchając zza drzwi, jak jego sławny pan tłumaczy się przed Basią: a gdzie był, a co robił, a czemu ma zziębnięty nos?