„Zginęła pięcioletnia dziewczynka o imieniu Basia. Ktokolwiek wiedziałby coś o niej, proszony jest usilnie o natychmiastowe zgłoszenie się...”.
Gazeta wypadła pisarzowi z rąk. Usłyszał cichy szept chłopaka:
— Czy my ją musimy oddać, proszę pana?
— Nigdy! — krzyknął znakomity autor, jakby nagle obudzony. — Do mnie ją przysłali, u mnie zostanie. Powiedz Walentowej...
— Ona już wie... Stoi z miotłą w bramie, a co się ktoś zbliży, chce go bić. Cały dom już wie! Będzie wojna, proszę pana!
Pan Olszowski nie słyszał, gdyż wpadłszy do pokoju, porwał Basię w objęcia i przycisnął ją do piersi.
— Udusisz mnie, ty wariacie! — resztką tchu krzyknęła dziewczynka.
5. Łowy na grubego zwierza
Pani Tańska miała wprawdzie siedemdziesiąt lat, ale była żywa jak wiewiórka; zawsze się śpieszyła, nigdy jednak nie wiedziała dobrze, dokąd i w jakim celu. Wychodziła z domu i przebiegłszy drobnymi kroczkami połowę ulicy, przystawała nagle i usiłowała sobie przypomnieć, dokąd jej tak śpieszno. Ponieważ nikt jej nie mógł objaśnić, a ona sama najmniej, powracała do domu. Bardzo czcigodna wiercipięta115. Skoro nie można się było z nią dogadać — bo gdy kto do Sasa, ona zawsze do Lasa116 — wtedy wołała płaczliwie:
— Dajcie mi spokój, ja mam przecież siedemdziesiąt lat!