— Gdyby był z sądu, to by go przyniósł policjant. Niech go starsza pani weźmie.
— Nie wezmę, nie chcę! Połóż go na komodzie... Jak myślisz, czy to od mężczyzny czy od kobiety?
Dziewoja120 powąchała list, silnie wietrząc121 jak ogar.
— Trudno poznać... Od mężczyzny pachniałby tytoniem, a od kobiety perfumami. A ten nie pachnie ani tak, ani siak.
Starsza pani spojrzała na list ponuro — jak na wroga, który się chytrze ukrył w kopercie. Nie lubiła listów, nienawidziła depesz122. Licho wie, kto pisze do jej wnuczki? Może to jakaś zasadzka? W tych czasach wszystko możliwe.
Jej ukochana wnuczka Stasia wyjechała na cały miesiąc do rodziców na zapadłą123 wieś na litewskich kresach.
— Może ten list wysłać do panienki? — spytała Marcysia.
— Jeszcze czego! — krzyknęła babka. — Niech sobie leży i czeka. Ma się dziewczyna struć jakąś złą wiadomością, to niech ją to spotka jak najpóźniej.
— A może to oświadczyny?
— Listownie? Czyś oszalała, babo? Ten, co się będzie oświadczał naszej panience, będzie tu, o, tutaj klęczał na obu kolanach i będzie skomleć, bo ja go wezmę na egzamin.