— Będzie miał czarną godzinę — mruknęła Marcysia.
List leżał na komodzie i spał. Powoli zarzucono go gazetami, a wreszcie o nim zapomniano.
Wnuczka pani Tańskiej powróciła po miesiącu i przez dwa dni opowiadała o wszystkim, co się dzieje na wsi. Była to dziewczyna dorodna, smukła, gibka124. Oczy miała przedziwne: ślicznie wykrojone, o orzechowym, złotawym połysku; włosy ciężkie, nieobcięte, bogatym węzłem zwieszające się na kark — musiały być ciężkie, bo miały gorący blask miedzi. Babka patrzyła na nią gorącym spojrzeniem, pełnym wielkiej miłości; ta smagła125 dziewczyna była jej oczkiem w roztrzepanej głowie. Wymogła na jej rodzicach ciężko parających się126 uprawą kawałka piaszczystej ziemi, że wnuczka będzie się chować127 przy niej i że ona wyda ją za mąż. Z tą sprawą wlokło się cokolwiek, pani Tańska bowiem najchętniej wydałaby ją za jakiegoś następcę tronu, jednakże cała dyplomacja bruździła128 zacnej babce i do tego mariażu129 nie doszło. Zwyczajnych, mniej świetnych konkurentów130 staruszka kładła na rozpalonym ruszcie i smażyła ich na piekielnym ogniu, tak że znikali czym prędzej z horyzontu. Każdy był dla jej wnuczki nieodpowiedni, więc panna Stasia ciężko, choć tajemnie, wzdychając, doszła do wieku dwudziestu pięciu lat. Czekała cierpliwie na tego, który się wreszcie spodoba kapryśnej babce. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi taki się jeszcze nie narodził.
Panna Stasia ukończyła wyższą szkołę rolniczą i miała kiedyś zająć się uprawą rodzinnej wsi. Na razie uprawiała babkę.
Gdy już zdała sprawozdanie o każdej główce kapusty i o zdrowiu każdego cielaka w majątku rodziców, zapytała od niechcenia:
— Babciu, nie było do mnie jakichś listów?
Babcia wzruszyła ramionami.
— Listów? Skąd do ciebie listy?
Sprzątająca Marcysia natychmiast podchwyciła wątek i wtrąciła:
— Jest list, proszę panienki. Nawet polecony.