— Czy babcia zapomniała? — zapytała wnuczka.

— Moje dziecko, przecież ja mam siedemdziesiąt lat! — z wielką goryczą odrzekła pani Tańska.

Panna Stasia szybko rozdarła kopertę i przebiegła list spojrzeniem.

— Matko Boska! — krzyknęła zduszonym głosem.

— Mówiłam, że jakieś nieszczęście — szepnęła babka. — Marcysiu, wody, prędko, wody, bo panience słabo.

Panna Stanisława oparła się ciężko o stół. Druga ręka, w której trzymała list, nieznośnie drżała.

— Och, babciu — mówiła złamanym, pełnym płaczu głosem.— Czemu mi babcia nie odesłała tego listu?

— Przecież ja mam siedemdziesiąt lat — jęknęła pani Tańska. — Co się stało?

— Stała się straszna rzecz... O Boże, jaka straszna! A ten list leży tu od miesiąca... Och, babciu... Jak mogłaś, jak mogłaś!...

— Co jest w tym liście? Mów prędko!