Panna Stanisława nie mogła jednak mówić prędko. W oczach miała łzy. Była blada i znękana.

— Miałam przyjaciółkę... Helenkę Bzowską...

— Znam ją!

— Znałaś ją, babciu... Wpadła pod pociąg... Jechała z córką... Mam fotografię tego dziecka... I to dziecko... O Boże miłosierny!

— Cóż z nim, mów prędko!

— Helenka miała jeszcze tyle sił i przytomności, że wybłagała, aby dziecko posłać do mnie. Prosi w tym liście, abym oczekiwała na dworcu... A to wszystko działo się przed miesiącem... Gdzie jest teraz to dziecko?

Pani Tańska była widocznie przerażona.

— To straszne... — szepnęła. — Co począć, co począć?

Zerwała się z fotela i zaczęła truchcikiem biegać dokoła pokoju. Nagle przystanęła i krzyknęła gromko131:

— Kto wysłał dziecko pociągiem?