— Jestem doktorowa Budziszowa! — oznajmiła potężnie. — Co się stało?
— Nieszczęście! — rzekła pani Tańska.
Pani doktorowa, usłyszawszy o całej tragedii, chwyciła się rękoma za głowę.
— To pani wszystkiemu jest winna! — krzyknęła, dla wszelkiej pewności wskazując palcem nieszczęsną babkę.
— Przecież ja mam siedemdziesiąt lat... — zakwiliła133 pani Tańska.
— Tym bardziej jest pani winna. Od osoby w pani wieku można by oczekiwać odrobiny rozsądku.
— A pani ile ma lat?
— Czterdzieści dwa... Co to ma do rzeczy?
— To, że gdybym ja miała czterdzieści dwa lata, nie wysłałabym małego dziecka samego do Warszawy. Chyba że w dzieciństwie upadłabym ze schodów na głowę.
— Słusznie — rzekła pani Budziszowa ponuro. — Ale mój mąż...