Nagle pani doktorowa krzyknęła wielkim głosem:

— Znajdę ją, choćby pod ziemią!

Pani Tańska, ujęta tym zapałem, przebaczyła jej serdecznie ciężką uwagę o „odrobinie rozsądku”.

— Niech pani liczy i na mnie! — rzekła gorąco.

Ziemia, usłyszawszy, że trzy dzielne kobiety będą ją wywracały do góry nogami w poszukiwaniu Basi, cokolwiek struchlała. Najbardziej zdawała się lękać pani doktorowej, która oświadczyła, mocno uderzając się w piersi:

— Moja wina, że już dawno tutaj nie przyjechałam. Dziwne to było, że nie miałam od pani żadnej wiadomości, co mi nie dawało spać. Poza tym miałam przeczucia, złe i bolesne przeczucia. Zdawało mi się nieraz, że Basia nawołuje mnie rozdzierającym głosem. Ale cóż? Mąż mnie wyśmiał...

— Mężczyźni nie powinni mieć nic do gadania w takich delikatnych sprawach — rzekła głucho babka.

— Ale teraz ja będę miała do pogadania z mężczyzną — powiedziała pani doktorowa powoli i dobitnie.

Zdawało się, że jedno jej słowo tak się ostrzy na drugim jak nóż na nożu.

Zamieszkała u pani Tańskiej, która była kobietą dość zamożną, a ponieważ potrzeba jej było ruchu, miała obszerne mieszkanie. Tam z wielkim niepokojem oczekiwały odpowiedzi na ogłoszenie.