— Broń Boże! — mówiła pani Tańska gorąco. — Tylko pan jest bardzo podobny do mojego nieboszczyka męża.
Budziszowa przerwała te słodkie rozmowy machnięciem ręki.
— Jedno mnie dziwi — rzekła w zamyśleniu. — Czy ten pan Olszowski nie czyta gazet? Czy nie widział fotografii Basi?
— Możliwe — rzekł Walicki ponuro. — Literat czyta tylko to, co o nim napisali.
— W tym coś jest... — mówiła doktorowa sama do siebie.
Nagle zwróciła się do Walickiego:
— Panie? Czy pan przypadkiem nie zełgał143 wszystkiego?
Pan Walicki obejrzał się gwałtownie, jak gdyby szukając jakiegoś ciężkiego przedmiotu, aby zabić okropną istotę. Niczego w tym rodzaju nie było w pobliżu — tylko fortepian — więc wydał z siebie głos tak straszliwy, że babka cofnęła się z fotelem.
6. Nowy sąd Salomona144
Walicki stał przed Szotem i wwiercał w niego spojrzenie jak korkociąg; w jego oczach był bezmiar pogardy.