Zdumiał się jeszcze bardziej, kiedy mu Walicki opowiedział wszystko ze szczegółami.
— I co teraz będzie? — zapytał.
— Będzie to, co być musi. Damska armia zorganizuje dziś wyprawę na Olszowskiego i odbierze mu dziewczynkę. Generałem tego wojska będzie babcia, której na imię Barbara, a wątpię, czy wiesz o tym, niedokładnie ochrzczony poganinie, że święta Barbara149 jest patronką ciężkiej artylerii. Olszowskiemu będzie gorąco!
— A jeżeli — zapytał Szot niepewnie — on nie zechce oddać dziecka? Coś słyszałem, że się zadurzył150 w nim na amen!
— Nie odda? Trzem kobietom? — usiłował zaśmiać się Walicki. — Człowieku! Jedna z nich chwyciła mnie za kark, a ja myślałem, że mi kręgosłup trzaśnie jak zapałka.
Szot zamyślił się.
— Wiesz co, Antosiu? — mówił z wahaniem. — Ja pobiegnę do Olszowskiego.
— Po co?
– Uprzedzę go... To zacne chłopisko... No i obiecał mi rolę... Ty nie pójdziesz?
— Nigdy! — ryknął Walicki. — Ja mam dość. Ty nie znasz pani doktorowej.