— Kto to przyszedł? — zapytała Basia z nagłym zainteresowaniem.

— Słuchaj, Basieńko... To po ciebie przyszli... Nie rozumiesz, ale to wszystko jedno... Powiedz mi tylko... Zastanów się i powiedz: czy chcesz odejść od wujcia?

— Nie chcę! — z należytą energią oświadczyła Basia.

— Basiu, zrozum, jeśli cię zapytają, czy chcesz odejść, co powiesz?

Dziewczynka długo gryzła to pytanie jak gorzką czekoladę i nie wiedząc, co ma odpowiedzieć, zaczęła całować twarz pana Olszowskiego.

— I ja mam oddać to dziecko? — krzyknął on. — Czy pan widzi, jak ona mnie kocha?

— Widzę — odrzekł cicho Szot. — Ale jej nie będą pytali...

W tej chwili do pokoju wśliznął się blady ze wzruszenia Micha­łek, który stał na straży na wysuniętej placówce162.

— Już są pod drzwiami — oznajmił szeptem. — Walentowa nie dała rady, bo są trzy. Trzem babom nie poradzi... Co robić, proszę pana?

— Weź Basię, ukryj się z nią w gabinecie i ani mru-mru... Nie! Czekaj... Ja tracę głowę, panie Szot... Niech pan idzie z dzieckiem... Michałek będzie strzegł drzwi.