— Na Boga, co babcia wyprawia?
— Nic nie wyprawiam... Młodnieję! — oświadczyła babka gromko. — Nie jestem jeszcze taka stara, aby trochę nie pobiegać.
— Przecież babcia ma siedemdziesiąt lat!
— Siedemdziesiąt? Może być! I cóż z tego? Byli tacy, co w moim wieku fikali koziołki...
Basia, dowiedziawszy się o tym, z niebiańskim zachwytem chciała właśnie namówić babcię do natychmiastowej demonstracji181 niesamowitej legendy, lecz w tym momencie wszedł pan Olszowski. Trzeba go było powitać z piskiem i rzucaniem się na szyję.
Tego dnia kończył się miesiąc pobytu Basi u panny Stanisławy, więc pisarz zjawił się po „odbiór pakunku”. Pilnował terminów co do godziny. Roztropny wyrok Salomonowy dwóch niepospolicie światłych182 mężów, którzy go wydali, trwał w swej mocy i dotąd nie budził żadnych zastrzeżeń. Ta wesoła historia trwała już od roku i obyła się bez tarć i niespodziewanych wybuchów. Olszowski zyskał sobie gorącą sympatię babci, która, chcąc mu ją okazać w sposób nieprawdopodobnie serdeczny, obiecywała niezmiennie, że przeczyta jego książki.
— Przeczytam je, drogi panie, kiedy będę chora. Jak długo jestem zdrowa, szkoda czasu.
— Oby ich droga pani wobec tego nigdy nie przeczytała! — śmiał się Olszowski.
— Bardzo rozumnie pan gada! — odpowiadała babka. — I za to pana lubię, i za miłość do Basi. Czy panu to dziewczynisko nie dokuczyło jeszcze? To dziwne! Ja jestem zmachana podczas jej pobytu jak koń po wyścigach. Wczoraj musiałam wyłazić na komodę, ale dziękowałam Bogu, że nie na szafę. A ten pański przeklęty pies wył z radości... Ten kundel ma pomieszanie zmysłów. Gdy nie szczeka, wtedy kradnie. A wie pan, kto tu był wczoraj z wizytą u Basi? Ten stary aktor, Walicki. Bardzo miły człowiek, tylko że służąca, która mu otwierała drzwi, zemdlała, bo taką zrobił minę. Czemu on wyprawia z gębą takie sztuczki? Jego też bardzo lubię. Zatrzymałam pana Walickiego na obiedzie, bo Basia nie chciała go wypuścić. Pytam go, czy cielęcina była dobra. Nie odpowiedział nic, tylko zazgrzytał, a Basia zaraz po nim. „To może sos się udał?” — ciągnę dalej za język tego mandryla. „Sos ten byłby dobry do zalepiania okien na zimę!” — odpowiedział głosem z brzucha. Bardzo zabawny jegomość... Stasia przepada za nim. Coś bym jeszcze panu powiedziała, ale się boję, że się pan wygada. Mężczyźni to straszni plotkarze... Kobieta nie zdradzi tajemnicy, nawet gdyby z niej pasy darto, ale mężczyźni...
— Au, au, au! — zawył przeciągle Kibic.