— To Walicki! — szepnął pan Olszowski.
— Dziecko umrze ze strachu — krzyknęła babka.
— Niech babcia słucha... — rzekła panna Stasia.
— Jeszcze, jeszcze! — wołała Basia. — To było bardzo śmieszne!
Walicki odsapnął i znowu zaczął:
— Uważaj, dziewczyno! Teraz będzie z Króla Lira204. Wielki monolog205, ha! Tamto było z Hamleta.
Rozległ się przeraźliwy jęk potwornej skargi, a słowa kapały jak łzy wielkości młyńskich kamieni.
— Oszalał stary Herod! — rzekła babka.
— Nie, droga pani! — mówił rozrzewniony Olszowski. — Każdy chwali Pana Boga, jak umie. Był taki kuglarz206-prostaczek, co się modlił pokazywaniem swoich sztuk. Ten biedaczysko nie umie się radować, bo i skąd weźmie odrobinę śmiechu? Chciałby rozweselić dziecko, więc mu wygłasza najwspanialsze tyrady207 i poświęca się, byle ono się śmiało, O, jakiż to dobry, dobry człowiek! Zróbmy trochę hałasu, bo mu będzie przykro, żeśmy słyszeli.
Gdy weszli, stary aktor spojrzał na nich podejrzliwie, czerwony i zasapany.