— Jeśli to zrobisz, to dam ci dwa łokcie kiełbasy i kawał salcesonu z oślich uszu. I nie tylko to. Jutro, po święcie, mógłbyś się produkować134 w mojej gospodzie i zarobić razem ze mną wiele pieniędzy.
— Doskonale! Chcesz zobaczyć sztukę?
— Bardzo chcę!
— A ja chcę przedtem zobaczyć kiełbasę.
— Niech i tak będzie!
Oberżysta wszedł do gospody, Placek zaś tymczasem skinął na Jacka, który słuchał z ukrycia całej rozmowy, aby był w pogotowiu. Po chwili oberżysta wyniósł szlachetne zwłoki uczonego Patałłacha w mizernym kształcie kiełbasy i salcesonu.
— Widzisz — rzekł do Placka — że postępuję uczciwie, więc jeśli mnie oszukasz, to i z ciebie zrobię salceson.
— Bardzo dobrze! Zamknij teraz oczy i czekaj, aż zawołam: „już!”. Gdybyś chciał podejrzeć, jak się ta sztuka odbywa, to mógłbyś stracić jedno oko.
— Dobrze, zamykam oczy i nie będę podglądał.
— Nic nie widzisz? — zapytał Placek.