— Jaki pan, taki kram — rzekł cicho oberżysta. — Jego Dostojność hrabia Mortadella ma garb od urodzenia.

— Rozumiem — powiedział Placek. — Tym bardziej nie mogę dziś i jutro pozbawić się takiej wspaniałej ozdoby. Jutro jednak, po wielkich wyścigach, chętnie ci odsprzedam mój garb.

— W takim razie jutro dostaniesz kiełbasę. Jesteś mądry jak sam Patałłach, ale ja jestem mądrzejszy.

— W istocie — rzekł z udanym zdumieniem Placek — jesteś nadzwyczajnie mądry. Ja jednak umiem robić takie czarodziejskie sztuki, jakich nawet ty nie widziałeś.

— Oho! A jakież ty umiesz sztuki?

— Pokażę ci za półtora łokcia kiełbasy sztukę, jakiej nie zrobi największy czarownik.

— Cóż to takiego?

— Zrobię tak: stanę przed tobą, a ty na chwilę przymkniesz oczy, a kiedy zawołam „już!”, otworzysz je, a ja przez ten krótki czas rozdzielę się na dwoje i zamiast mnie jednego będzie nas dwóch, dwóch zupełnie takich samych, podobnych do siebie kubek w kubek133. Kiedy znowu przymkniesz oczy, znowu tak zrobię, że wejdę w siebie z powrotem i znowu będzie jeden.

— Takiej sztuki — rzekł z niedowierzaniem oberżysta — nie potrafi nikt na świecie.

— Spróbuj, a zobaczysz! Jest to sztuka strasznie trudna, ale mój ojciec był wielkim czarodziejem i umiał się podzielić nawet na trzy części. Ja umiem tylko na dwie, ale i to dosyć.