— Zamknąłem.
— Huku! Puku! — zaklinał Placek. — Zmykaj duchu! Już!
Kiedy oberżysta otworzył oczy, stał przed nim Placek, wesoło uśmiechnięty.
— Zasłużyłeś sobie na tę kiełbasę — rzekł z ulgą oberżysta. — Jeśli jutro pokażesz w mojej gospodzie tę potężną sztukę, obaj zrobimy majątek. Czy przyjdziesz jutro?
— Najlepiej będzie, jeśli mi pozwolisz przespać się w stajni po Patałłachu. Odpocznę, a jutro stanę do wyścigów.
— Prześpij się! — rzekł oberżysta.
— Ale o jednym pamiętaj! Niech się nikt przez noc nie zbliża do stajni, bo ja na noc wypuszczam z siebie mojego ducha.
— A cóż on robi?
— Czuwa nade mną i odgania mi z twarzy muchy, gdy kto jednak zbytnio się do mnie zbliży, wtedy szczeka i gryzie.
— To straszne! — rzekł z drżeniem oberżysta. — Masz kiełbasę i idź spać, ale nie wypuszczaj swojego ducha tak długo, zanim ja nie zasnę.