— Mogę to dla ciebie zrobić — rzekł Placek. — A jutro pokażę w twojej gospodzie jeszcze dziwniejsze sztuki.
— Dobrej nocy — powiedział, odchodząc, oberżysta — tobie i twojemu duchowi.
— Zaskarbiłeś sobie jego przychylność — rzekł z wielką łaskawością Placek. — Dobrej nocy!
Za to wzniosły duch Patałłacha nie miał tej nocy spokoju i musiał ronić gorzkie łzy, widząc, jak ci, których zrzucił z grzbietu w słusznym gniewie, teraz śmiejąc się, pożerają kiełbasę z jego doczesnych zwłok.
— Jest to kiełbasa mądrości — rzekł Jacek.
— A ten salceson jest salcesonem filozofii — śmiał się Placek. — O Patałłachu, na co ci przyszło?!
W tej chwili rozległ się nad domem potężny, straszny ryk.
— To Patałłach się rozgniewał! — rzekł Placek. — Oberżysta jednak musi być w strachu, bo myśli, że to mój duch tak się wściekł. Ale chodźmy spać, ryczący duchu, bo musimy jutro być na wszystko gotowi. Zapamiętałeś, cośmy ułożyli?
— Wszystko zapamiętałem. Mądrzy to my jesteśmy.
— Wielka sztuka! Jemy kiełbasę z największego uczonego.