Słysząc to, mrugać zaczęli ku sobie miejscowi ludzie i wiedzieli, co wiedzieli.

Znowu się ozwał radosny wrzask i rwetes, podniesiono bohatera, aby go w triumfie obnosić po mieście. Wtem z oddalonych ulic począł się toczyć grzmot innych głosów.

— Co się stało? — zapytał hrabia.

Ucichli wszyscy, nasłuchując. Wrzawa zbliżała się do pałacu jak dudniąca grzmotami chmura, po chwili zaś ujrzano tłum ludzi wydających radosne okrzyki.

Jacek spojrzał i zmartwiał.

Nowy pochód niósł na ramionach przerażonego Placka, krzycząc:

— Niech żyje zwycięzca! Niech żyje bohater!

— Co takiego? — zdumiał się hrabia.

— Co to znaczy? — zakrzyknięto.

Od nowego pochodu, jak liść odrywa się od drzewa, oderwał się goniec i przypadłszy do hrabiego, zawołał: