— Straciliśmy go tylko przez ciebie! Jak mogłeś dać się odkryć jak kto głupi?

— Sam nie wiem, jak to się stało. Ukryłem się w stajni po Patałłachu i siedziałem jak mysz pod miotłą, bo słyszałem, jak ludzie krzyczą: „Wygrał piegowaty chłopiec w czerwonych majtkach! Gdzie jest piegowaty chłopiec w czerwonych majtkach? Szukajcie piegowatego chłopca w czerwonych majtkach!”. Byliby przeszli obok stajni, wcale mnie nie zauważywszy, tymczasem stało się coś dziwnego: bo kiedy mijali stajnię, ozwał się tuż koło mnie przeraźliwy ryk...

— To duch Patałłacha! — rzekł zdumiony Jacek.

— Ja też tak myślę. Ten straszliwy zwierz, chcąc się na nas zemścić, ryczał nieustannie, tak że ludzie wiedząc, że stajnia jest pusta, weszli gromadą, aby ujrzeć, co w niej tak ryczy. Patałłacha oczywiście nie było, ale za to mnie znaleźli i w triumfie zanieśli do pałacu.

— O, wściekły ośle! — zakrzyknął Jacek.

— Tak, to on jest winien wszystkiemu albo też jego mądry dziadek, bowiem sam Patałłach był zbyt głupi i upośledzony na umyśle, aby urządzić nam takiego figla.

— I co my teraz poczniemy, nieszczęsne sieroty?

— Czy ja wiem?

— Matka nas opuściła, a ludzie nas prześladują. I za co? Za to, że gardzimy pracą i pragniemy, aby na całym świecie był raj.

— Przecie nie matka nas opuściła, tylko my matkę...