— Myślałem, że to wilk — zaśmiał się Placek — a to jakieś dziewczysko.

Tuż przed nimi zjawiła się bosa dziewczyna, mająca około dziesięciu lat. Okryta była łachmanem, w jednej ręce trzymała kij, drugą wyciągnęła przed siebie i tak szła ostrożnie, szukając ręką przeszkody. Miała słodką, wynędzniałą twarzyczkę, bardzo smutne usta i niebieskie oczy, nieruchomo patrzące wprost przed siebie.

Usłyszawszy głos, zatrzymała się.

— Witam was — powiedziała głosem tak miękkim jak leśny mech.

— Jeśli ci to sprawia przyjemność — rzekł Jacek — to nas sobie witaj.

— Gdzie ja jestem? — zapytała dziewczyna.

— Tam, gdzie my — zaśmiał się Placek.

— A gdzie wy jesteście?

— Naprzeciwko ciebie!

— Jesteście weseli i żartujecie sobie. To dobrze, że jesteście weseli, ale powiedzcie mi, ukochani, którędy można dojść do drogi?