— Nie wiem, ale kiedyś znajdę drogę. Muszę dojść do takiej góry, która sięga aż do nieba, a stamtąd już będzie blisko.

— A gdzie to ta góra?

— Właśnie jej szukam.

Jacek i Placek mieli mocno rozradowane miny, trącali się łokciami i mrugali do siebie wesoło.

— Bardzo dobrze robisz, że idziesz do nieba — rzekł z udaną powagą Jacek. — A czy cię tam puszczą?

— Tak! — odrzekła dziewczyna.

— Taka jesteś pewna? Nas to by tam chyba nie wpuścili. Prawda, Placek?

Placek pisnął z wielkiej uciechy.

— Mnie tam wpuszczą — mówiła dziewczynka słodko — bo tam jest moja matka. Gdyby wasza matka była w niebie, wpuściliby was także. Czy wy macie jeszcze matkę?

Chłopcy nic nie odrzekli.