— Poczekaj tu! — rzekł Placek.

Skinął na Jacka, który usłuchał go bez słowa i patrzył nieco zdumiony. Poszli w gęstwinę, potem w goły las i po chwili przynieśli jej na wielkich liściach poziomki i maliny.

— Jedz! — rzekł Placek.

— Niech wam Bóg zapłaci — szepnęła rzewnie dziewczynka. — Powiem mojej matce, jacy jesteście dobrzy, a ona to powie Panu Bogu. Ale czemu wy nie jecie?

— My? — rzekł Placek, śmiejąc się nieszczerze. — Ach, my nie jesteśmy głodni. Byliśmy niedawno na wspaniałej uczcie u hrabiego Mortadelli.

— Zjedliśmy siedemdziesiąt siedem potraw! — dodał Jacek, mrugając na Placka. — Hej, Placek!

— Czy macie i placek? — zapytała dziewczynka.

Chłopcy zaśmiali się wesoło.

— Tego placka nikt by nie ugryzł, bo tak się jeden z nas nazywa.

— To wy jesteście braćmi?