— Dla mnie jesteście śliczni, bo jesteście dobrzy. Niech wam Bóg zapłaci, najdrożsi. Na mnie już czas. Czy powiecie mi teraz, gdzie jest droga?
— Czy chcesz iść gościńcem148?
— Nie, gościńcem nie można zajść do nieba. Dlatego pytam o gościniec, aby go ominąć. A czy nie widać gdzie wysokich gór?
— Nie, Marysiu.
— A czy do wieczora daleko?
— Daleko jeszcze. Czy chcesz, abyśmy ciebie poprowadzili?
— Przecie nie znacie drogi. Pójdę sama, bo mnie matka prowadzi. Żegnajcie!
— Bądź zdrowa, Marysiu!
Uśmiechnęła się do nich tak jak anioł i wyciągnąwszy przed siebie rękę, badając końcem laski, czy nie ma przeszkody na jej drodze, szła powoli, cichutko i powiewnie jak duch.
Chłopcy patrzyli za nią w milczeniu i długo żaden z nich nie powiedział słowa.