Nie zważając na obolałe nogi, biegli jak kozły, ale nigdzie jej nie dojrzeli.

— Do jeziora — zawołał Jacek w biegu.

Skierowali się w stronę wielkiej wody i ujrzeli z oddali Marysię o dwa kroki od jej brzegu.

— Marysiu! — zakrzyknął z całej mocy Jacek.

— Za późno — jęknął Placek.

— Utonie!

Placek przystanął, wzniósł oczy do nieba i szepnął:

— Ratuj ją, matko!

Dziewczyna uczyniła już krok ku wodzie.

Jacek zasłonił sobie ręką oczy, a Placek patrzył zmartwiały. Minęła chwila, zanim Jacek zapytał szeptem: