— Może woda w tym jeziorze taka już jest, że po niej można chodzić?
— Nigdy nie słyszałem o takiej wodzie!
— Chodźmy nad jezioro!
Stanęli nad brzegiem czystych, jasnych wód, w których odbijało się niebo i las. Łuszczyło się srebrnymi łuskami jak ogromna ryba i szemrało sennym szmerem. Czasem tylko głośno plusnęła płytka fala, co dobiegłszy do piaszczystego brzegu, wracała czym prędzej na wody, dotknąwszy kamieniska.
Dotknęli bosymi nogami wody.
— To zwyczajna woda — rzekł Placek.
— Tak, ale może można po niej chodzić?
— Ja myślę, że nie można.
— Więc w jaki sposób przeszła Marysia?
— Widać jest taki sposób.