— Masz ją pewnie w głowie! — odrzekł, śmiejąc się, Placek. — Czy śniła ci się woda?

— Tak, wielka woda, po której pływałem jak kaczka i wciąż widziałem rybę, a kiedy chciałem schwytać rybę, zawsze wtedy poznawałem, że to ja sam się w nią zmieniłem.

— Kiełbie we łbie! — rzekł z głębokim przekonaniem Placek. — Ale szkoda, żeś nie nałapał ryb, bo mielibyśmy wyborne śniadanie. Kaczka też nie byłaby najgorsza! A tak, trzeba się będzie tylko napić wody...

— Wody? — wrzasnął Jacek. — Za nic w świecie! Mam już dość wody na długie czasy.

— Cóż ja ci poradzę? Kawę ze śmietanką z ptasiego mleka przyniosą nam dopiero za godzinę.

— Jesteś strasznie głupi!

— To dlatego, że jestem do ciebie zbytnio podobny. Bardzo ci mokro? Kiedyś jeszcze spał, była tu z wizytą mewa i pytała, czybyś jej nie odwiedził. Mieszka po drugiej stronie jeziora, ale przez wodę to nie bardzo daleko.

— Placku! Zginiesz z mojej ręki!

— Widać, że dziś rano jestem podobny do ryby, bo ty teraz jesteś na nie zawzięty...

— Nie jesteś podobny do ryby, bo ryba jest mądra i nigdy nic nie gada.