— Ach, piękni paziowie, czy nie macie okruszyny czarnego chleba?
— Nie mamy go, pachnąca damo — odrzekli.
— Ach, ach — westchnęła ona, a złoty smutek rozlał się po jej nadobnym obliczu.
— Czemu oni tak wszyscy wzdychają? — zapytał szeptem Jacek.
— Ach! Nie wiem... — odrzekł Placek, z nagle posmutniałą gębą.
— Ty także wzdychasz?
— Ach, tak.
— Zaczynam się obawiać — rzekł Jacek — że i mnie tutaj też coś opęta. Jakoś strasznie smutni są ci ludzie ze złota.
— Niby żyją, a jakby nie żyli, niby się poruszają, ale tak jak muchy po smole. Co im się ubrdało153 z tym czarnym chlebem?
— Może są głodni?