— Jakże to może być, kiedy mają tyle złota? Ach, a może ty przecie masz słuszność, bo wydają mi się dziwnie chudzi.

— Ach, zauważyłem to od razu. Ale cicho, jakiś dryblas idzie ku nam.

Słaniając się, zbliżył się w ich stronę chudy, wysoki człowiek, cały w złocie i diamentach.

— Panowie! — rzekł cicho metalicznym szeptem. — Za kęs czarnego chleba dam wam złoty łańcuch i diamentowe zapinki.

— Nie mamy chleba, złoty panie! — odrzekli oni po raz dziesiąty.

— Ach! Nieszczęście! — westchnął długi człowiek z ogromną, widać, boleścią, gdyż go złamała na dwoje.

— Trzeba się dowiedzieć — rzekł Jacek — co to wszystko oznacza.

— Ale kogo zapytać?

— Może tego tam pod kolumną...

Pod złoconą kolumną, u której szczytu wykwitał złoty kwiat akantu154, siedział stary człowiek i z niezmierną rozpaczą wpatrywał się w swoje paznokcie pomalowane na złoto. Pod złoconymi brwiami błyszczały złotym połyskiem jego żywe i mądre oczy. Kiedy zbliżyli się do niego z nabożnym lękiem, zabrzęczał tak, jak gdyby podniebienie miał ze złotej blachy: