— Ach! Nie macie czarnego chleba?
— Niestety, wielmożny panie...
— Ach, widzę to, gdyż próżne są wasze ręce, zresztą i bez tego wyglądacie na łapserdaków. Skądeście tu przyszli?
— Z daleka! — odrzekł Jacek. — Wędrowaliśmy przez wiele krajów.
Staremu złotemu człowiekowi zamigotały oczy.
— Ach! — szepnął szeptem tak gorącym, jak gdyby lało mu się z ust roztopione złoto. — Więc widzieliście chleb, zwyczajny czarny chleb?
— Oczywiście — rzekł zdumiony Jacek. — Widzieliśmy chleb...
— Powiedz mi, ale szybko, jak on wygląda?
— Nie umiem tego powiedzieć, dostojny panie... Zwyczajnie, jak chleb... Jest czarny i czasem przypalony w popiele.
— Ach, ach! Mów dalej.