— Są w nim czasem niedopieczone otręby...

— Ach, otręby! Cudownie, cudownie! Powiedz mi, czym pachnie taki chleb?

— Pachnie, wielki panie, nie wiem czym, ale bardzo pachnie...

— Ale czym? Jaką ma woń?

— Taki czarny chleb?... Taki chleb pachnie chlebem.

— Ach! Cudownie to powiedziałeś... Oczywiście! Chleb pachnie chlebem, swoim własnym zapachem, milszym niż nard155 i mirra156, i palone bursztyny. Czy jadłeś kiedy taki chleb?

Jacek spojrzał ukradkiem na Placka, jakby mu chciał zakrzyknąć tym spojrzeniem, że należy mieć się na baczności, albowiem temu dostojnemu panu brak piątej klepki. Jakżeby inaczej mógł ich pytać, czy jedli czarny chleb? Placek jednak, spenetrowawszy, że rozmowa o chlebie sprawia temu panu dziwną przyjemność, rzekł:

— Dostojny hrabio! Niczego innego nie jadaliśmy w życiu, tylko czarny chleb.

— Ach! — wykrzyknął złoty pan. — Ach, jacy wy jesteście szczęśliwi!

— My?