— Czemu nie zasiejecie zboża?

— Nikt z nas tego nie umie ani też go nie mamy. Wszyscy zapomnieli o wszystkim, co nie jest ze złota, a nic nie wzejdzie z posianych diamentów. Zabiłby nas zresztą, gdybyśmy zasiali zboże.

— Czy jest taki silny?

— Nie, ale jest taki obłąkany.

— A czemu, mając tyle tego, o czym mówicie, dostojny panie, nie kupicie chleba?

— Bo chyba od stu lat nikt się nie zbliżył do tego zamku!

— To my jesteśmy pierwsi?

— Tak, wy jesteście pierwsi. Widać, ktoś pragnie waszej nędznej śmierci albo też los gotuje wam nasze męczarnie, jeśli zdołaliście tu trafić.

— A cóż wy jadacie, panie?

— Powiedziałem ci, że wszystko, co przypomina złoto: wolno nam jeść tylko kanarki, złote rybki, ananasy, pomarańcze i cytryny. Od stu lat nie widziałem innej potrawy. O, rozpaczy! Śpimy na złotych łożach, na złotogłowiach, pod złotymi baldachimami. Myjemy się w złotych misach, potem zjadamy straszliwe złote rybki na złotych talerzach. Dostaję konwulsji, kiedy ujrzę ananasy, omdlewam na widok cytryny...