Wreszcie Jacek odważył się szepnąć:

— Panie, więc tu zostać nie można?

— Jeśli chcecie oszaleć, to zostańcie!

— A czy musimy postradać zmysły?

— Musicie, nie ma ratunku dla człowieka, który widział złoto i który go dotknął.

— Wielu jest przecie bogatych ludzi na ziemi, którzy je mają, a jednak jedzą chleb.

— Ach, tak! Ale myślą nie tylko o złocie albo też podzielą się z kimś jego okruszyną i to ich ratuje. Chociaż i tak wielu jest wśród nich nieszczęśliwych, bo wprawdzie jedzą chleb, za to jednak nie znają snu.

— A wy czy śpicie?

— Ach, nie! My nie śpimy, bo nasz książę miewa czasem straszne przywidzenia i wtedy krzyczy po całych nocach jak opętany albo każe bić w złote tam-tamy162, aby odpędzić widma. Jemu się wtedy zdaje, że to wszyscy ograbieni przychodzą po swoje skarby. Podczas takiej nocy nikt oka nie zmruży... Ach, do stu milionów dukatów163! Niewolnicy zmierzają do sadzawki po złote ryby i zaraz je tu przyniosą.

— Przecież je muszą przedtem upiec!