— Ale prosimy cię bardzo...
— Ach, o co?
— Jesteśmy biedni, nie wiemy, co z sobą począć i za co kupić chleba...
— Chleba? Ach, więc co?
— Prosimy cię pokornie, daj nam jedną ze swoich pereł albo jedno ogniwo z twojego łańcucha...
Jacek nie skończył jeszcze mówić, kiedy złoty człowiek zakrył rękami wiszący na piersi łańcuch, a nogi, które miał obute164 w ciżmy165 szyte perłami, zwinął nagłym ruchem pod siebie; na jego twarzy ukazały się z lęku złote krople potu, on zaś cały począł drżeć.
— Daj nam okruszynę złota — prosił Jacek.
Wtedy złoty człowiek uderzył w rozpaczliwy krzyk i głosem pełnym brzęku wołał przeraźliwie:
— Ratunku! Złodzieje! Złoczyńcy! Moje złoto, moje złoto!
Chłopcy spojrzeli z przerażeniem dookoła i ujrzeli, że senne mary, obudziwszy się z odrętwienia na głos o złocie, zaczynają się poruszać i sunąć ku nim leniwie, z błyszczącymi oczyma i z jadowitymi grymasami na twarzach.