— W nogi! — krzyknął Jacek.
— Ach, w nogi! — wrzasnął Placek.
Skacząc przez złote krużganki, ujrzeli tylko, jak na wysokości złotych schodów ukazało się jakieś straszliwe widmo, całe ze złota, przypominające kształtem człowieka; złoty upiór miał potwornie wykrzywioną twarz, a dojrzawszy ich, zaśmiał się przeraźliwym śmiechem i wyciągnął w ich stronę ręce, opatrzone długimi szponami, złociście barwionymi.
— Ach! Ach! Złodzieje! — jęczały złote widma dookoła.
— Ach! Śmierć! Śmierć! — wołały brzękliwym głosem złote kukły.
— Ach! Nasze złoto! — rozległ się przeciągły jęk.
— Ach! Rybojady! — wrzasnął ludzkim głosem Jacek, podczas kiedy Placek jednym uderzeniem głowy w brzuch wywrócił sennego strażnika przy bramie.
— Ach! Łapać ich! — brzęczał sam książę ze szczytu złotych schodów.
— Ach! Całuj psa w nos! — zawołał Jacek i pognał za Plackiem, aż się zakurzyło za nim złociście.