Jacek skinął na Placka, odeszli na stronę i długo szeptali z nadzwyczajną powagą, widząc, że pelikany przypatrują się im uważnie. W kilku słowach porozumieli się szybko i wrócili do ptaków.

Jeden z nich wrzasnął:

— Ach, jakież szczęśliwe spotkanie! Skąd przybywacie, panowie? Czy mieliście dobry połów i czy ryby są wesołe w tym kraju?

Chłopcy spojrzeli na nich jak na takich, co nagle postradali rozum.

— Jakie spotkanie? — rzekł Jacek. — Jakie ryby? Przecież byliśmy ciągle razem i nie łowiliśmy ryb.

Pelikany zarechotały z wielkiej uciechy.

— Wiemy o tym, oczywiście, ale wśród pelikanów jest taka moda, aby się witać przy każdej sposobności i pytać o ryby.

— To bardzo piękny zwyczaj — odrzekł Jacek. — Witamy was czule, połów mieliśmy znakomity, a ryby aż skakały z uciechy.

— Cieszy nas to niewypowiedzianie! Czy powiecie nam, nad czym radziliście tak mądrze, że aż słońce przygasło wobec jasności waszych rozmów? Czy mówiliście o rybach?

— Tak, nasza rozmowa była całkowicie postna.