— To jest piękne słowo! — wrzasnął pelikan. — Czy dowiemy się, o co idzie rzecz?
— Otóż, szlachetne pelikany — rzekł Jacek — my wiemy o takim miejscu, gdzie się znajduje niezmierna ilość ryb.
Ptakom wylazły na wierzch bezbarwne oczy.
— Ile ich może być?
— Gdybyście — mówi Jacek — zjadali ryby przez sto lat przez jeden dzień i noc, po stu latach byłoby ich więcej niż przedtem, bo przez ten czas narodziłyby się nowe. Tysiąc pelikanów nie mogłoby przez tysiąc lat zjeść ich nawet połowy.
— Ha! Ha! Ha! — zarzęziły ptaki.
— Czy nam nie wierzycie? — zapytał Jacek obrażony.
— Przeciwnie! Wam wierzymy, ale nie dowierzamy sobie. Nie wiesz chyba, szlachetny młodzianie, co potrafi pelikan! Za tydzień nie byłoby śladu z rybiego ogona!
— Tak jesteście żarłoczni?
— Jest to słowo nieodpowiednie dla takich jak my, wytwornych ptaków. Nie będziemy tego jednakże ukrywali, że mamy znakomity apetyt, co jest oznaką zdrowia i czystego serca. Ludzie lubią jednak przesadę i kiedy pelikan zje na przekąskę sto funtów170 ryb, zaraz robią na ten temat plotki i wymyślają nam od żarłoków. A przecie gdyby nie my, ludziom groziłaby zagłada, bo ryby tak by się rozmnożyły, że mogłyby pożreć ludzi.