— Widzę, że coś gadasz, ale ja nic nie słyszę.
Spojrzeli z przestrachem na młodego człowieka, który uśmiechnął się i rzekł:
— Widać, że nie wszystką wytrząsnąłem z was wodę.
Zrozumiawszy, że nie słyszą, pokazał im na migi, że wedle jego rozsądnego zdania mają jeszcze wodę w uszach, co przeszkadza cokolwiek w zawiązywaniu przyjacielskiej rozmowy.
— Aha! — zawołał Jacek. — Rozumiem.
— Woda w głowie! — krzyknął Placek. — Rozumiem.
Podnieśli się z trudem, a poczuwszy, że naturalna pozycja, nogami ku ziemi a głową ku górze, bardzo pomaga przy odzyskaniu sił, zaczęli wykonywać gwałtowne, coraz żywsze ruchy. Stojąc na jednej nodze, skakali wysoko, głowę przechylając raz w jedną, raz w drugą stronę. Tak czasem żuraw, kiedy jest opętany jakąś nagłą i niepojętą radością, zaczyna tańczyć na jednej nodze, ku uciesze wszystkich ptaków przyglądających się tej pląsawicy. Zabieg ten okazał się równie pożyteczny, jak pocieszny, bo chłopcy poczuli wkrótce, jak im ciepła woda wylała się z uszów i nagle cały świat im zaśpiewał. Uradowani spojrzeli na swojego wybawcę.
— Czy już słyszycie? — zapytał młody człowiek.
— Już! — krzyknęli radośnie.
— Teraz wszyscy trzej musimy wyschnąć na słońcu. Chodźcie, chłopaki, nieco dalej, bo tam zostawiłem swoją matkę.