— Czy z daleka idziecie? — spytał Jacek z dziwnym wzruszeniem.
— Wędrujemy już przez trzy lata...
— I ty dźwigasz matkę w ramionach?
— Bóg mi dodaje sił! — rzekł z mocą młody człowiek.
— O czym wy tak radzicie? — zawołała matka.
— O, biedna matko moja!... — szepnął jej syn, a głośno zawołał: — Naradzamy się, skąd dostać pożywienie, mateńko.
Zaśmiał się z udanym weselem i zbliżywszy się, spojrzał na nią z miłością.
— Ja wam dostarczę pożywienia! — rzekł z wielką powagą Jacek.
— Skąd je weźmiesz, dobre dziecko? — zapytała kobieta.
— Czy lubicie ryby? — pytał Jacek.