— Jak pelikany! — zawołał wesoło młody człowiek.

— W takim razie dostarczę wam ryb! — rzekł Jacek. — Hej, Placek, do roboty!

— Co mam robić? — zapytał ochoczo Placek.

— Będziesz nosił ryby! A ty rozpal ognisko, dobry panie!

— Mogę je rozpalić, bo przyda się i do pieczenia grzybów.

— Moja w tym głowa, żeby były ryby — rzekł dumnie Jacek. — Chodź, Placku!

Chłopcy poszli nad jezioro, którego brzeg płaszczył się niedaleko, a matka z synem patrzyli z ciekawym uśmiechem.

— Czy będziesz łowił ryby? — zapytał z niedowierzaniem Placek.

— Ja nie — odrzekł Jacek — ale od czegóż mamy pelikany?

Ptaki wałęsały się po płytkiej wodzie tuż u brzegów, a tak były objedzone, że ledwie mogły się poruszać, nieustannie jednak zanurzały śmieszne głowy w wodę i wyciągały trzepoczące się ryby.