— Hej, pelikany! — zawołał donośnym głosem Jacek.

— Witaj, wielki władco ryb! — wrzasnęły ptaki. — Co się z tobą dzieje? Zdaje się, że wpadłeś w wodę.

— Wcale nie wpadliśmy w wodę, ale umyślnie zeszliśmy na dno, aby powiedzieć rybom, że mają wam być posłuszne i żeby się nie broniły, kiedy który z was zechce je pożerać.

— O, szlachetny królu raków!

— Ale teraz chciałbym zobaczyć kilka ryb i to największych, aby się od nich dowiedzieć, w których wodach mieszkają jeszcze wspanialsze.

— Och! Och! Każ im wypłynąć!

— Nie chce mi się włazić do wody, aby ich nie płoszyć i wam nie przeszkadzać w połowie. Czy już jesteście najedzone?

— Czym, afrykański sułtanie181? Tą odrobiną płotek?

— Macie jeszcze czas, ale teraz przerwijcie ucztę i schwytawszy kilka ryb, wynieście je na brzeg.

— Twoje słowo jest rozkazem, panie odmętów. Czy każesz przynieść szczupaki?