— Mogą być i szczupaki, ale wolimy karpie.
— Świetnie, cudownie! Czy potem wrzucisz je jednak z powrotem do wody?
— Oczywiście, przecież to wasze ryby!
— Każde twoje słowo jest perłą! A może chcecie ujrzeć ogromnego suma?
— Ujrzymy chętnie ogromnego suma, ale przecież mówiłeś, że są tu same drobne płotki?
— Czy ja tak mówiłem, cesarzu chiński? Coś mi się musiało zepsuć w głowie, jeśli wyraziłem się tak nieściśle. To zapewne z upału... Hej, bracie pelikanie, dajmy nurka, bo szlachetny faraon182 czeka na ryby. Hul!
Zakotłowała się woda, a po chwili oba ptaki wynurzyły się, każdy z rybą w dziobie.
— Doskonale! — krzyknął Jacek. — Prędzej tu, do nas!
Pelikany zaczęły szybko płynąć ku brzegowi, po chwili jednak, jak gdyby pożałowały nadmiernej gorliwości, płynęły coraz powolniej; przypatrywały się troskliwie rybom, jak gdyby ich nie chcąc uronić, wreszcie zawahały się.
— Prędzej! — wołał Jacek.