Pelikany spojrzały najpierw na niego, potem żałosnym wzrokiem na ryby, i nagle, zadarłszy dzioby w górę, połknęły ryby jak na komendę.

— Co to znaczy? — wołał oburzony Jacek.

— Królu pelikanów! — wrzasnął jeden z ptaków. — To były zbyt małe ryby, niegodne ciebie. Zaraz schwytamy inne.

Nie minęła chwila i znowu miały w dziobach dwie trzepoczące się ryby. Tym razem zbliżyły się jeszcze bardziej do brzegu!

— Prędzej! Prędzej! — wołali obaj chłopcy.

Pelikany znowu okazały wybitną gorliwość i tuż przy brzegu po ciężkiej walce z sobą znowu połknęły ryby.

Jacek poczerwieniał z gniewu, a jeden z pelikanów rzekł:

— Nie rozumiem, jak to się mogło stać?... Był to z naszej strony ohydny postępek... O, panie! W tym są jakieś czary...

— To nie są żadne czary, tylko wy jesteście potworne żarłoki... Jeśli w tej chwili nie wyniesiecie ryb na brzeg...

— Nie kończ, maharadżo183! Już!