— Teraz już wyniosą — rzekł Placek, widząc, że ptaki tryumfalnie wyniosły z wody dwa szczupaki z zielonymi grzbietami.

— O, łotry! — krzyknął Jacek, widząc, że pelikany aż się dławią, połykając je o dwa kroki od brzegu.

Pelikany rozpoczęły lament i srogi krzyk:

— O, wspaniały bracie wspaniałego brata! — jęczał jeden z nich. — To jest ponad pojęcie. Nie możemy donieść ryb do brzegu, to jest silniejsze od nas. Och! Och! Mamy najszczersze zamiary, ale nie możemy dotrwać... To są przeklęte ryby i to ich wina... Możesz nas zabić, ale łatwiej powstrzymasz wiatr, aby nie wiał, niż pelikana, aby nie zjadł ryby... O, cudzie świata... Już nie możemy ich zmieścić, a musimy je zjadać... To jakaś straszliwa klątwa! Zabij nas!

— Wcale was nie zabiję, bo wami gardzę, zrobię jednak inaczej...

— Co chcesz uczynić, królu murzyński?

— Poproszę słońce, aby wypiło jezioro.

— Doskonale — wrzasnęły pelikany — bo ryby zostaną!

— Tak? Wobec tego najpierw zaczaruję jezioro, aby wszystkie ryby znikły, albo je zamienię w kamienie, a wtedy je możecie zjadać.

— Czy możesz to uczynić?