— A kto zrobił to jezioro? Ja! Gdyby ono istniało dawniej, wszystkie pelikany już by tu były.
— Ach! Ach! — wrzasnęły ptaki. — Spróbujmy jeszcze raz, ale to będzie daremna próba. Pelikan musi zjeść rybę, takie jest prawo. Ratuj nas, podwójny człowieku.
Jacek pomyślał, potem rzekł:
— Mam nad wami litość, więc wam poradzę: kiedy schwytacie rybę, zamknijcie oczy, bo cała wasza żarłoczność mieszka w oczach.
— W oczach może najwięcej, ale gdzie indziej też. Spróbujmy zamknąć oczy. Bracie pelikanie, pamiętaj, abyś nie był żarłoczny.
Rada okazała się dobra, gdyż pelikany, chociaż po ciężkiej walce z sobą, doniosły ryby do brzegu; trzeba jednak było wejść w wodę, aby im z mocno zwartych i niechętnie oddających zdobycz dziobów wyrwać ryby. Po kilku nawrotach udało się zebrać ich sporo, wśród wielkiej wszystkich uciechy.
— Ale nam je oddacie? — pytał podejrzliwie pelikan.
— Piękne są to ryby! — biadał drugi. — Na płacz mi się zbiera...
— Zobaczysz je, jak rak świśnie, a ryba zaśpiewa! — mruknął Jacek.
Z wielką radością chłopcy nakarmili matkę i jej syna. Pelikany patrzyły ze zgrozą na tę ucztę i gadały ze sobą z wielkim rejwachem184 na ten temat, wreszcie jeden z nich wrzasnął: