— A baran w Zapiecku czy nie gadał?

— Rozumieć to wszystko rozumiał, ale nie wiem, czy gadał, bo byliśmy z nim w złych stosunkach, więc nie było sposobności, aby się przekonać. Dokąd ta koza nas prowadzi?

— Już się las kończy i zaraz wyjdziemy na pole.

— Mądra to jakaś koza.

Słysząc to, koza obejrzała się i wykrzywiła gębę jakby w uśmiechu.

— Ona nawet kiedy się śmieje, to bardzo smutno.

Koza westchnęła i zabeczała rozdzierającym bekiem.

— Jeszcze tu zwabi wilki — rzekł Jacek. — Chodźmy za nią prędzej.

Koza zaczęła biec, jakby rozumiała ich słowa, a oni biegli za nią. Słońce już się miało ku zachodowi, kiedy oni przebiegali jakieś kamieniste pole, potem weszli w gmatwaninę rozpadlin i wąwozów.

— Nie podoba mi się ta okolica — rzekł Jacek — i nie wiem, czy to dobrze, że wchodzimy w te głusze. Skąd się tu nagle wzięła koza i dokąd ona nas prowadzi?