— ...Ale w istocie jest prześliczna! — dodał prędko Placek.
Widać, że ją ten dodatek udobruchał, bo zaczęła biec dalej truchcikiem, a chłopcy za nią.
— Gdzieś tu musi być dom — rzekł Jacek — bo czuję dym.
— Ale jakiś przykry dym — mówił Placek, poruszając nozdrzami. — Coś się w nim wędzi.
— Jeśli się cokolwiek wędzi, to już dobrze — zawołał wesoło Jacek.
Wkrótce ukazały się jakieś wysokie zabudowania, otoczone wysoką palisadą185. Stały one w zupełnym pustkowiu, groźne i ponure. Z komina wydobywał się dym i leniwie pełzał po równinie.
— Nareszcie ludzie — westchnął Placek.
— Dzięki ci, rozumna kozo — rzekł Jacek wesoło.
— Och! — westchnęła koza dziwnym basem186 i takim smutnym głosem, jakby ją żywcem przypiekano.
— Ona jednak coś gada — rzekł Placek.