Koza, stanąwszy przed ponurą bramą, beknęła trzykrotnie rozdzierającym bekiem.
W tej chwili ozwał się za palisadą bardzo uprzejmy głos:
— Zaraz, zaraz, droga ciotko... Czy przyprowadziłaś ze sobą gości?
— Tak! — zabeczała koza.
— A z nami nie chciała gadać! — śmiał się Jacek. — Hej, otwórz nam, dobry człowieku!
— Już otwieram, już otwieram — mówił ktoś za bramą. — Proszę, bardzo proszę, witamy naszych drogich gości!
Brama otwarła się tylko tak, że z trudem można się było przecisnąć.
— Wejdźcie, najmilsi panowie! — odezwał się głos.
Chłopcy weszli z trudem jeden za drugim, a koza za nimi. Bramę ktoś zatrzasnął w tej samej chwili, kiedy oni ujrzawszy jakiegoś potwornego człowieka, chcieli się cofnąć z przerażenia.
— Jesteście nareszcie, robaczki — zaskrzeczał okropny głos, który jeszcze przed chwilą brzmiał przymilnie.